23 września 2018

EVELINE LIQUID CONTROL HD

Witam wszystkich w pierwszy dzień jesieni! O tak, to już dzisiaj. Zdziwieni? A może czekaliście na tą porę roku. Niestety pogoda zmieniła się nie do poznania i robi się coraz zimniej. Z jednej strony to przykre, bo czas beztroskiego lata na dobre dobiega końca, ale z innej perspektywy możemy bez wyrzutów sumienia zaszyć się pod kołdrą, zrobić ciepłą herbatę i obejrzeć ulubiony serial. Ja ostatnio nie mam aż tak dużo nauki, bo zaczęłam miesięczną praktykę i to, co nam zadali mogę rozłożyć sobie na kilka tygodni, więc nie jest źle. 

W dzisiejszym poście pokażę Wam mój podkładowy Bestseller, a mianowicie Eveline Liquid Control HD. Mam już 3 opakowanie, więc myślę, że moje zdanie na jego temat jest już dostatecznie wyrobione. Jesteście ciekawi co mam o nim do powiedzenia? Zapraszam do dalszej części posta!
swatche kolory zdjęcia recenzje blog
Na początku weźmy pod lupę opakowanie. Bardzo elegancka buteleczka z matowego szkła z pipetą z nadrukiem, który o dziwo się nie ściera. Wszystko minimalistycznie, czyli tak jak lubię. Niestety, kiedy podkład się kończy, to jest go bardzo trudno wydobyć, ale ogólnie aplikacja przebywa szybko i sprawnie, ponieważ podkład jest bardzo płynny.
Buteleczka taka mieści 30 ml płynu, czyli standardowo jak na tego typu produkt. Zapłacimy za niego 36,49 zł, ale aktualnie w Rossmannie kosztuje tylko 19,99 zł! To naprawdę dobra cena. Dostępny jest w 6 kolorach, jednak nie sugerujcie się numerkami, bo nie są one kolejno kolorystycznie od najjaśniejszego do najciemniejszego. Wiem tylko, że najjaśniejszy różowy odcień to 005 Ivory, a żółtawy to 015 Light Vanilla i to właśnie je dzisiaj pokażę!
swatche kolory zdjęcia recenzje blog
Po pierwsze przy nakładaniu warto zwrócić uwagę na konsystencję, która jest bardzo wodnista, co według mnie pomaga w szybkim rozprowadzeniu podkładu. Kosmetyk zasycha na naszej skórze dość szybko, więc trzeba się nauczyć z nim pracować. Potrzebna jest jakaś fajna nawilżająca baza, by efekt był w stu procentach zadowalający. Dla mnie szokiem było, gdy po nałożeniu go w ramach testu chciałam zmyć go na połowie twarzy od razu po aplikacji a on nawet się nie ruszył. Musiałam się bardzo namęczyć. Po 8 h trochę świeciłam się w strefie T, ale podkład nadal nie ruszył się z miejsca, nawet, gdy wycierałam nos chusteczką! Dobrym pomysłem będzie tutaj baking, by później nie dokładać zbyt wiele pudru, bo podkład może go nie przyjąć. Kosmetyk polubił się z korektorami, bronzerem, rozświetlaczem. Nie ma problemu z nakładaniem i blendowaniem ich. Podkład ma średnie krycie, taki jak lubię. Na pewno nie można porównać go do Revlon Colorstay, bo to nie to, ale na dzień sprawdzi się fajnie, bo jest dość lekki. Podczas mocniejszego wysypu na twarzy nakładam dwie cieńsze warstwy i nawet ładnie mi wszystko przykrywa. Wymieniłam same plusy, a minusy? Największym jest to, że podkład oksyduje i to dość mocno. Ja dodaję białego mixera, bo inaczej byłby dla mnie za ciemny. Kolejny minus to to, że przy suchej cerze może podkreślić skórki
swatche kolory zdjęcia recenzje blog
Do recenzji podkładu zachęciła mnie pewna grupa na facebooku, gdzie dziewczyny go strasznie wychwalały i polecały innym. U mnie leżał i się kurzył, aż w końcu po niego sięgnęłam. Bardzo spodobało mi się lekkie wykończenie i to, że nie był wyczuwalny na twarz. Niestety zauważyłam, że kolor będzie zbyt ciemny dla mojej jasnej cery i dołożyłam białego mixera a następnie poszłam doszkoły (w czerwcowe upały). Koło południa zmatowiłam twarz pudrem i zapomniałam o makijażu aż do powrotu. W domu czekała na mnie miła niespodzianka, ponieważ podkład pozostał na mojej buzi w dość dobrym stanie. Starł się jedynie na brodzie, przez to, że się po niej podrapałam i obok nosa, ponieważ wycierałam buzię. Od tego czasu używam go regularnie, codziennie, ponieważ mnie nie zapycha i daje bardzo naturalny efekt, którego oczekiwałam. Jestem bardzo zadowolona z tego, że w końcu znalazłam swojego ulubieńca. Z całego serca mogę Wam go polecić, bo myślę, że i u Was się sprawdzi.
swatche kolory zdjęcia recenzje blog
A Wy znacie ten produkt? Testowaliście go kiedyś?

20 września 2018

PERUKI? CO O NICH SĄDZĘ?

Dzisiaj dość kontrowersyjny artykuł. Niektórzy pochwalają ich fenomen, inni go negują, kolejni są od nich uzależnieni. Według mnie to dzięki nim możemy poznać swoje różne oblicza. To one mogą pomóc osobom chorym..
Mowa oczywiście o perukach. Ostatnio w internecie są coraz popularniejsze. Robią furorę na instagramie, bo która dziewczyna nie chciałaby mieć pięknych, długich, lśniących włosów? Za ich sprawą możemy sprawdzić też, jakbyśmy wyglądali w innej fryzurze zanim zdecydujemy się na radykalną zmianę. Słowo wigs, oznaczające po angielsku peruki jest ostatnio coraz częściej wpisywane w wyszukiwarkę, a ich wybór na rynku jest coraz większy.

Sama zastanawiam się, czy nie zdecydować się na jakąś, bo jestem ciekawa jakbym wyglądała w innej fryzurze. Myślę, że fajnie by to mogło wyglądać na jakiejś sesji zdjęciowej. Ostatnio przeglądałam stronę UniWigs, która mnie totalnie zauroczyła. Spędziłam nad nią cały wieczór. Możemy tam znaleźć naturalne jak i syntetyczne peruki w wielu wzorach i kolorach. Ja raczej wybrałabym coś syntetycznego, bo na jeden raz nie warto przepłacać, ale jeśli ktoś jest np. chory i wie, że nie może mieć włosów przez dłuższy czas, to myślę, że naturalna peruka jednak sprawdzi się lepiej i tak też będzie wyglądać. Zapraszam do przeglądnięcia kilku propozycji:



A Wy jakie macie zdanie na temat peruk? Czy te, które pokazałam przypadły Wam do gustu?

16 września 2018

REGENERUM

Próbuję pisać dość regularnie, najchętniej w środy i niedziele, co na razie mi się udaję. Mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu jak najdłużej. Stosunkowo dawno nie było u mnie posta o kosmetykach, tym bardziej o pielęgnacji. Dlatego dzisiaj trochę o niej porozmawiamy, ponieważ mam Wam do pokazania trzy produkty Regenerum. Testowałam je ok. miesiąca, wyrabiałam sobie o nich opinię a dziś trochę Wam o nich opowiem. Zapraszam do dalszej części posta!

Zacznę od mojego ulubieńca z całej trójki, czyli serum do twarzy. Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to opakowanie. Wcześniej się z takim nie spotkałam- jest to tubka z pompką na końcu, która ułatwia aplikację produktu. Serum ma konsystencję zbitego, dość bogatego kremu, czego na początku się obawiałam, ponieważ jestem posiadaczką cery mieszanej (suchej na policzkach, przetłuszczającej się w strefie T).  Warto podkreślić, że produkt bardzo ładnie pachnie, co według mnie jest jego zaletą. 
Serum sprawdziło się u mnie przede wszystkim jako baza pod makijaż. Byłam w szoku, kiedy podkład Revlon Colorstay wyglądał na nim normalnie, bo ten polubił się wcześniej tylko z jedną bazą, którą testowałam. Serum najlepiej nakładać na suchą skórę, bo strefę T może dość mocno zapchać. Doskonale poradziło sobie z suchymi skórkami i przesuszoną po lecie twarzą. Zaletą jest to, że bardzo szybko się wchłania, ale niestety przez swoją zbitą konsystencję nie jest zbyt wydajne. Buzia po nim jest miękka i nawilżona. Myślę, że kupię ponownie, szczególnie w zimie, kiedy moja twarz będzie narażona na mrozy. Jego cena to 28,90 zł/50 ml.

Kolejne serum również najpierw zachwyciło mnie bardzo estetycznym opakowaniem. Mamy tutaj dwa różne płyny z dwoma różnymi aplikatorami. Z jednej strony szczoteczka do całej długości rzęs i brwi (7 ml), z drugiej strony eyeliner na linię rzęs (4 ml). Bardzo łatwo się je aplikuje. Stosowałam dwa razy dziennie- raz na noc, jako pielęgnacja, drugi raz rano pod tusz do rzęs. Po miesiącu stosowania nie zauważyłam spektakularnych zmian. Rzęsy przyciemniły się na końcach, co wizualnie czyni je dłuższymi i delikatnie się wzmocniły. U mnie za to najbardziej serum sprawdziło się jako baza pod mascarę, która dzięki produktowi rozprowadza się równomiernie i nie zlepia rzęs oraz się nie grudkuje. Właśnie tak będę je używać, bo bardzo ułatwia mi to makijaż oka.Z przykrością muszę stwierdzić, że nie kupiłabym ponownie. Jego cena to 37,90 zł/11 ml.
 
Produkt zapakowany w dość dużą tubę. Konsystencja balsamu do ciała o przepięknym zapachu. Stosowałam 2 razy w tygodniu jako odżywkę i mogę stwierdzić, że produkt jest dość wydajny. Serum należy nakładać na umyte, wilgotne włosy, dokładnie wmasować całość i po 5-10 minutach spłukać. Moje włosy są w opłakanym stanie i jedyne, co mogę stwierdzić to to, że serum powoduje, że się nie puszą, są dość miękkie i łatwo się rozczesują. Działa jak dobra odżywka do włosów, ale nie zauważyłam spektakularnych zmian.Być może po kilku zużytych opakowaniach zmiany byłyby widoczne. Mimo to, jestem zadowolona, ponieważ nie mam problemu z puszeniem, przez co łatwiej mi okiełznać włosy. Cena produktu to 19,90 zł/125 ml.

A Wy mieliście któryś z ich produktów? Jak się Wam sprawdził?

13 września 2018

DZIEŃ CHŁOPAKA Z CHOCOLISSIMO

Cześć kochani! Z góry przepraszam, że wczoraj nie było posta, ale nie miałam internetu i byłam odcięta od świata. Dopiero dzisiaj to naprawili i do Was piszę. Chciałabym Wam bardzo podziękować za pozytywny odzew pod ostatnim postem. Miałam znacznie więcej wejść niż zazwyczaj. Przyznam, że obawiałam się dodać stylizację, bo dawno nie robiłam tego typu postów, ale myślę, że skoro jest taki pozytywny odbiór to pokażę ich więcej. W końcu chcę, by każdy znalazł tu coś dla siebie.

Jak wiadomo, 30 września obchodzimy Dzień Chłopaka. Wiele kobiet z tej okazji nie ma pomysłu, co kupić swoim wybrankom lub kolegom, bo ile razy można dawać ramki ze zdjęciami, śmieszne gadżety, czy zestawy perfum. Co się sprawdza według mnie najlepiej? Wspólny wieczór i coś do jedzenia! Myślę, że każdy chłopak ucieszy się, kiedy zabierzecie go na kebaba albo dacie coś słodkiego. W ten dzień można sobie poszaleć. Tym bardziej jeśli czekolada podana jest w genialnej formie jak ta od Chocolissimo. Dzisiaj pokażę Wam trzy propozycje słodkości :)
PS. Z góry przepraszam za jakość niektórych zdjęć, ale było już ciemnawo, a mój balans bieli wariował.
chocolissimo

Czekoladowy odpowiednik tego cudownego modelu samochodu zamknięty w pudełkowym garażu owinięty piękną kokardą- tak mogę opisać tę figurkę. Podczas produkcji zadbano o szczegóły o czym świadczy dół samochodu. Wykonany z bardzo dobrej jakościowo mlecznej czekolady. Trzeba uważać, bo szybko się rozpływa i można się łatwo pobrudzić, ale to raczej zaleta w czekoladzie niż wada. Figurka waży 125 g, jej wymiary to 160x73x48mm , a cena 49,90 zł.

Druga rzecz, którą Wam pokażę to miniatura Porsche Carrera 911. Tak jak poprzednio, zadbano o każdy szczegół. Wykonano je z czekolady mlecznej z dodatkiem białej, Różni się tym od poprzednika, że jest znacznie mniejsze. Waży 50 g, jego wymiary to 102x46x35mm a cena wynosi 21,50 zł.

To zdecydowanie moja ulubiona część zamówienia. Razem z chłopakiem próbowaliśmy i bardzo nam smakowały. Pralinki są naprawdę dobre jakościowo, z chęcią zamówię więcej. W środku znajdziemy 6 przepysznych czekoladek: Mousse au Chocolate- mocno czekoladowa pralinka z nadzieniem czekoladowym, oblana mleczną czekoladą z czekoladą na wierzchu, więc to totalna bomba czekoladowa. Woodforest Mousse- w środku mus z owoców leśnych wraz z waniliową masą. MangoLassi- mus o smaku mango oblany białą czekoladą (jedna z dwóch ulubionych), Madreline- w środku mus czekoladowy i marmolada pomarańczowa. Obawiałam się jej najbardziej a okazała się najlepszą z wszystkich. Nie jest to smak czekolady pomarańczowej a coś całkiem innego, rześkiego i pysznego. Blueberry Delights- mus o smaku owoców leśnych oblany przepyszną czekoladą, Trevise- czekolada pomieszana z orzechami. Taki zestaw czekoladek waży 70 g i kosztuje 27,20 zł.

Na koniec chciałabym dodać, że paczka przyszła do mnie kurierem bardzo szybko od daty zamówienia. W środku z czekoladkami był wkład chłodzący, przez co nic się nie roztopiło. 
A Wy znacie produkty tej firmy?

9 września 2018

BLACK | BROWN | FRINGES

Hej wszystkim! Co u Was słychać? Jak pierwszy tydzień szkoły? U mnie bardzo dobrze, już za tydzień rozpoczynam miesiąc praktyk. Nauka się zaczyna, ale na razie nie jest źle. 
Dawno nie było żadnej stylizacji, więc postanowiłam coś zrobić. Średnio jestem zadowolona ze zdjęć, ponieważ moja grzywka nie jest na miejscu, tak jak powinna się układać. Mam nadzieję, że stylizacja przypadnie Wam do gustu. Mam na sobie czarne spodnie i czarną bluzkę z wiązaniem. Na to nałożyłam narzutkę z frędzlami, która idealnie pasuje do butów. Dorzuciłam jeszcze torebkę i zegarek i stylizacja gotowa! Buty pochodzą ze sklepu Laza.pl Postawiłam na brązowe botki z frędzlami na wysokim obcasie. Są delikatnie ocieplane, więc nadadzą się na jesień i zimę. Przez niewysoki obcas są stabilne i wygodne. Dodatkowo wyglądają bardzo oryginalnie przez te frędzle. Czego chcieć więcej od butów? ;)

BLUZKA: KLIK | TOREBKA: KLIK | BUTY: KLIK

5 września 2018

ANNABELLE MINERALS-KOSMETYKI MINERALNE

Witam wszystkich w roku szkolnym! Piszę ten post w poniedziałek grubo po północy, mimo, że wstaję do szkoły po 5, ale niestety nie będę miała czasu, by zrobić notkę, która będzie opublikowana w środę. Wybaczcie więc jakieś drobne błędy językowe, jeśli takie się pojawią.

Jakiś czas temu dotarła do mnie paczuszka z kosmetykami mineralnymi od Annabelle Minerals. Dużo testowałam, dużo próbowałam.. Czy mi się sprawdziły? Zapraszam do dalszej części posta.

1. Cienie mineralne do powiek Annabelle Minerals
O cieniach tych postanowiłam napisać w pierwszej kolejności, ponieważ z nimi polubiłam się najbardziej. Z początku nie umiałam się nimi obsługiwać. Teraz wiem, że nie warto nakładać ich zbitym pędzelkiem, a idealny sposób to wysypanie sobie małej ilości na nakrętkę, delikatne oprószenie pędzla i dokładne strzepanie nadmiaru. Cienie są matowe, ale mają w sobie jakieś małe drobinki, których jednak zbyt nie widać. Fajnie się blendują, są bardzo mocno napigmentowane i trzymają się cały dzień. Dodatkowo zaskoczyła mnie ich wydajność. Ja mam próbkę a i tak jest jej naprawdę dużo. Możemy je kupić w zestawie trzech próbek za 44,70 zł. Wtedy jeden cień ma pojemność 1g. Możemy też dostać je w wersji pełnowymiarowej 3 g za 34,90 zł. Ja wybrałam kolory Lavender, Cappuccino i Chocolate.
LAVENDER CAPPUCCINO CHOCOLATE
CAPPUCCINO LAVENDER CHOCOLATE

2. Podkłady mineralne Annabelle Minerals
Kolejną rzeczą jaką zamówiłam były próbki podkładów mineralnych. Ja wzięłam podkład kryjący w kolorze Beige Light oraz Beige Fairest. Dostałam dwie próbki, jak się spodziewałam. Beige Light jest podpisany, ale na drugim widnieje napis cień glinkowy, co wprawiło mnie w osłupienie. Oglądałam, robiłam swatch i podkład ten jest nieznacznie ciemniejszy od sąsiada, a powinno być na odwrót, więc nie wiem, czy to na pewno to, co zamówiłam. Mimo to przetestowałam Beige Light i niestety to jest coś, czego nie użyłabym ponownie. Podkład jest dla mnie stanowczo za ciemny i wyglądam w nim jak pomarańcza. Krycie ma fajne, ale dla mnie podkład jednak powinien być kremowy a nie sypki. Wiedziałam, że może tak być, że nie polubię się z tego typu produktem, dlatego wzięłam próbki. Cena jednej sztuki to 9,90 zł za 1 g. Pełnowymiarowy kosmetyk to 4g/39,90 zł oraz 10 g/64,90 zł,
BEIGE LIGHT KRYJĄCY BEIGE FAIREST

3. Puder mineralny Annabelle Minerals 
Puder ten to produkt, na który czekałam najbardziej. Jak producent obiecuje, po nałożeniu na twarz staje się transparentny. Pomyślałam, że fajnie będzie go mieć w kosmetyczce i bez wahania dodałam do koszyka. Przyszedł, przetestowałam i pomyślałam: Kurcze.. Niestety, ale dla mnie puder jest za ciemny, co wygląda nieestetycznie. Mimo to, przetestowałam go dla Was i mogę śmiało powiedzieć, że jakościowo jest świetny. Przede wszystkim trwałość i to, że matowi na naprawdę długo. Wydajność myślę, że standardowa dla tego typu produktów. Opakowanie, które posiadam to 4 g produktu i kosztuje on 54,90 zł. Jak najbardziej polecam osobom o żółtawych tonach i osobom, które nie są bardzo jasne. 

4. Pędzel do podkładu Short Top 
Coś, co potrzebowałam u siebie to pędzel. Wiedziałam, że chcę sobie jakiś wybrać. Tym razem postawiłam na pędzel Short Top. Pędzel wykonany jest z syntetycznego, bardzo miękkiego i przyjemnego włosia. Jego rączka to bambus z logo firmy. Prezentuje się elegancko. Fajnie nakłada produkt przez to, że jest tak mocno zbity. U mnie nie polubił się jedynie z Revlonem, ponieważ podkład ten dziwnie się ważył, ale z innymi produktami nie spotkałam problemów na drodze. Jestem z niego bardzo zadowolona i dość często używam. Jego cena to 39.90 zł. Uważam, że naprawdę warto :)
A wy mieliście coś z tej firmy? A może macie jakieś inne kosmetyki mineralne? ;)

1 września 2018

EVELINE ALOESOWA MASECZKA NAWILŻAJĄCA

Witam Was wszystkich w pierwszy dzień września.. dokładnie.. września. Uwierzycie, że już wrzesień? Ja nie jestem w stanie. Może przez to, że tak naprawdę miałam miesiąc wakacji przez moje prawo jazdy. Mimo to wakacje nie były najgorsze. W tym roku niewiele robiłam, ale cóż. Chciałabym Was poinformować, że od dziś posty będą się pojawiać w niedziele i środy. Następny post pewnie będzie jeszcze wcześniej, ale w późniejszych dniach dwa razy w tygodniu :)

Jako, że dawno nie było pielęgnacji, dzisiaj przychodzę z recenzją aloesowej maseczki od Eveline.
 Co producent mówi o masce?
''Aloesowa maseczka błyskawicznie nawilżająca Eveline Cosmetics na bazie innowacyjnej formuły bogatej w ekstrakt z naturalnego aloesu i kolagen ekspresowo nawilża i uelastycznia skórę.
Wysoka zawartość d-pantenolu, kwasu hialuronowego, witamin A, E łagodzi zaczerwienienia oraz opóźnia proces starzenia się skóry.''
Maska zawiera 50 ml produktu zapakowanego w tubkę. Kosztuje 19,99 zł, co dla mnie jest naprawdę okazyjną ceną, ponieważ starcza na bardzo długo. Maska ma żelową konsystencję, przez co daje cudowne uczucie na buzi, kiedy wcześniej włożymy ją do lodówki. Przyjemnie chłodzi, jednocześnie nawilżając twarz. Jako, że kocham wszystko, co związane z aloesem, szczególnie spodobał mi się jej zapach, który jest raczej typowy dla tego typu kosmetyków. Kolejnym jej plusem jest przecudowny zielony kolor.
Żel należy nanieść na oczyszczoną twarz i po 10 minutach zetrzeć nadmiar lub wklepać. Ja po tym czasie zmywam delikatnie produkt, ponieważ nie umiem zasnąć z tą delikatną, lepką warstwą. Pierwsze moje wrażenie po nałożeniu było takie, że zaraz mi spłynie, ale nic się takiego nie wydarzyło. Maska przepięknie pachniała i chłodziła moją skórę aż do czasu zmycia.
Czy zauważyłam jakieś efekty? Moja buzia była przede wszystkim miękka i nawilżona. Zaczerwienienia również się zmniejszyły, ale nie był to spektakularny efekt. Mimo to, maska sprawdzi się dzień przed jakąś imprezą. Nigdy mnie nie podrażniła i nie zawiodła. Moja ocena? 8/10.
A wy znacie ten produkt? Testowaliście tą maskę?

30 sierpnia 2018

MAKEUP REVOLUTION RELOADED

Witam wszystkich bardzo serdecznie w kolejnym poście! Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję pewnych paletek od Makeup Revolution. Ostatnio stają się coraz popularniejsze, ale szukając w internecie czegoś na ich temat, niewiele znalazłam. Kilka swatchy, kilka recenzji i to o tych starszych wersjach i to w sumie tyle. Dlatego w odsieczy przychodzę ja i trochę Wam o nich opowiem! Palety, o których będę pisać to kolekcja Reloaded, nowsze mają nazwę Re-loaded, więc delikatna zmiana nastąpiła. Ja mam trzy wersje kolorystyczne: Visionary, Iconic Division i Velvet Rose. Zapraszam ;)
Palety z tej serii to chyba jedne z najtańszych, całkiem fajnych palet dostępnych na rynku. Jedna sztuka kosztuje tylko 19,99 zł! W środku znajdziemy 15 cieni po 1,1 g. Opakowanie to niestety tani i niezbyt dobrze wykonany plastik, który szybko się rysuje, ale najważniejsze jest to, co w środku. Plusem opakowania jest zdecydowanie minimalizm i to, że nie otwierając palety, widzimy, jakie kolory mamy właśnie pod ręką. 

MAKEUP REVOLUTION RELOADED ICONIC DIVISIONswatche re-loaded
Paleta ta, jak widać na pierwszy rzut oka, jest mocno ''inspirowana'' ABH Subculture. Czy według mnie to źle? Niekoniecznie. Nie każdy chce wydawać ponad 200 zł na kosmetyk a tutaj mamy znacznie tańszą alternatywę. W środku znajdziemy 3 cienie błyszczące i 12 matowych. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że maty są lepiej napigmentowane niż folie. Konsystencja jest dość przyjemna. Nie są bardzo suche, ale lekko się osypują. Na sucho wyglądają fajnie, łatwo się blendują i dość długo utrzymują. Na mokro wyglądają obłędnie. Paleta super sprawdzi się do makijaży na jesień, która już niedługo! Znajdziemy w niej przeróżne kolory. Najbardziej zaciekawiła mnie biel, która mieni się na różowo i pasuje do niewielu odcieni, jakie tutaj mamy. Była dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ na sam koniec makijażu chciałam rozświetlić wewnętrzny kącik a tu bum! Róż.. Na szczęście jakoś wybrniemy z sytuacji. Mamy tu zielenie, burgundy, pomarańcze, brązy, przepiękny musztardowy odcień żółtego i bardzo przyzwoicie napigmentowany czarny. Brakuje mi jedynie jasnego beżu, ale nie można mieć wszystkiego! 
SWATCHE MUR PALETA
SWATCHE MUR PALETA
SWATCHE MUR PALETA
MAKEUP REVOLUTION RELOADED ICONIC DIVISION

MAKEUP REVOLUTION RE-LOADED VISIONARY
Drugą paletę, którą zaprezentuję jest Visionary. Paleta inspirowana jest ABHXNorvina, ale nie jest aż tak skopiowana jak poprzedniczka. Mamy tutaj 4 cienie foliowe i 11 matów. Te folie są bardzo dobrej jakości. Mają mocny pigment. Maty to dla mnie hit. Konsystencja delikatnie masełkowa, osypują się mniej niż w poprzedniej, ale nadal ten efekt delikatnie występuje. Kolorystyka trafiona idealnie w mój gust, ponieważ możemy wykonać nią zarówno makijaż dzienny jak i coś bardziej szalonego. To mój ulubieniec z wszystkich trzech. Znajdziemy tutaj matowy i perłowy biały, jasny beż, bordo, brązy, róż i fiolety. Makijaż może się opierać tylko na tej palecie, co dla mniej jest rozwiązaniem idealnym!
SWATCHE MUR PALETA
SWATCHE MUR PALETA
SWATCHE MUR PALETA
SWATCHE MUR PALETA RELOADED SWATCH

MAKEUP REVOLUTION RE-LOADED VELVET ROSE
Ostatnia paleta, którą Wam pokażę to Velvet Rose. Z tego, co wiem, uwielbiana przez wiele osób. Mi najmniej podoba się z tych trzech, ale to chyba dlatego, że już mam palety w tej kolorystyce. Przypomina Wam coś? Oczywiście. Jest to kopia ABH Soft Glam. Jak widać, marka bardzo zainspirowała się Anastasią. Znajdziemy tutaj aż 5 foliowych cieni i 10 matów. Są identycznej jakości jak wyżej. Jedno złoto jest dość grubo zmielone, to prawie brokat, ale nie przeszkadza mi ten fakt. Fajnie się blendują i co najważniejsze, zrobiłam próbny makijaż i utrzymał mi się cały dzień. Od 11 do 22, co daje naprawdę fajny wynik. Mamy tutaj głównie brązy i złota, trochę beżu, jasny beż, który nadaje się na cień bazowy a także czarny cień. Uważam, że to fajne połączenie. Śmiało taką jedną paletą zrobimy wiele pełnych makijaży, co może okazać się przydatne np. podczas wakacji. 
SWATCHE MUR PALETA RELOADED
SWATCHE MUR PALETA RELOADED
SWATCHE MUR PALETA RELOADED SWATCH
Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Wam te palety. Mieliście już wcześniej z nimi do czynienia? Jak się Wam sprawdziły? Jak zawsze zapraszam do dyskusji w komentarzach!